Betowała Leeni
Takie noce jak ta przywołują wspomnienia.
Ciało przy ciele, usta przy ustach. Nierówne, mieszające się
oddechy. Rzęsa na policzku, włos na poduszce. Krew, pot, łzy. Długie dni
spędzane na rozmowach. Jeszcze dłuższe noce. Czas nie miał dla nas żadnego
znaczenia. A teraz cię nie ma... Codziennie nowe pytania, nowe wątpliwości. Nie
dałem ci powodu, byś mi zaufał. Nie zrobiłem nic, przez co powinieneś był otworzyć
się na mnie, jednak zrobiłeś to. Ofiarowałeś mi miłość, przebaczyłeś, choć sam
tego nie potrafiłem. Od najmłodszych lat uczono mnie jak nie okazywać emocji.
Prawie jak nie czuć. Jednak wbrew temu, co mówiono, jest to niemożliwe. Życie
bez miłości jest pustką. Ktoś kiedyś powiedział, że kochać to niszczyć, a być
kochanym znaczy zostać zniszczonym. Wierzyłem w to i to mnie zgubiło. Ty byłeś
inny, codziennie powtarzałeś, jak ważny jestem dla ciebie. Wątpiłem w szczerość
twoich słów. To było zbyt absurdalne. Bohater Czarodziejskiego Świata i ja?
Tłustowłosy Mistrz Eliksirów, morderca Dumbledore’a, Śmierciożerca.
Prowokowałem cię, aż wybuchałeś i uciekałeś. Nie widziałem cię później długimi
tygodniami i nienawidziłem się za to. Nigdy nie powiedziałeś mi, co wówczas
robiłeś. Nieobecny dla świata. Byłem wtedy jak lalka, której odcięto sznurki,
jak zepsuta pozytywka. Czekałem, zawsze czekałem na moment, w którym je
wymienisz, aż mnie nakręcisz. Byłeś moim katharsis. Moim odkupieniem. Uzyskałem
je. Odnalazłem spokój w twoich zielonych oczach.
Takie noce jak ta przywołują łzy.
Pamiętam, gdy po raz pierwszy inaczej na mnie spojrzałeś -
bez dawno zakorzenionej nienawiści, poczucia zdrady. W tym wzroku było
zrozumienie, ale żadnych oskarżeń. Od tamtego czasu spoglądałeś na mnie coraz
częściej, a ja nieświadomie czekałem na te chwile. Chwile, w których nasz wzrok
krzyżował się, chwile, w których rumieniłeś się, a potem odwracałeś
zakłopotany. Stało się to niemalże rutyną. Śniadania, Eliksiry, korytarze,
obiady, kolacje. Zawsze byłem odprowadzany intensywnym spojrzeniem. Z czasem
zacząłem dostrzegać, że nie jesteś wierną kopią swego ojca. Czy on potrafiłby
przejrzeć przez mury, którymi się otoczyłem? Nie, nie sądzę. Ty to zrobiłeś. W
mojej pamięci pozostaną twoje pierwsze miłosne słowa wyszeptane nocą do mojego
ucha, pozostawione bez odpowiedzi. Nic nie boli tak bardzo jak świadomość, że
mogę ich już nigdy nie usłyszeć. Pozostało jedynie echo pełnych bólu nigdy
niespełnionych obietnic. Echo twojego drżącego głosu zagłuszanego przez deszcz.
Czerń nocy przyglądała się naszym bezbarwnym spotkaniom — twoim krzykom
przepełnionym bólem, moim cichym odpowiedziom. Nigdy ci tego nie powiedziałem,
ale kiedyś myślałem, że gdybym tylko mógł, gdybym mógł być najważniejszą osobą
w twoim życiu, gdybym mógł spędzić z tobą cały czas świata, byłbym naprawdę
szczęśliwy. Lecz czym dzisiaj są te słowa... Mówiłeś, że każda walka potrzebuje
ofiar. Ty byłeś jedną z nich. Gdy byłeś obok, chciałem byś odszedł, pragnąłem
zostać sam. Żałuję tego. Bez ciebie czuję się bezradny. Wspólnie stworzyliśmy
nasz świat, który rozpadł się po twoim odejściu. Mam wrażenie, że niedługo moje
wspomnienia o tobie znikną, rozpłyną się we mgle. Wtedy odejdę i ja. Boję się,
że zapomnę słów, które wyszeptałeś przed odejściem. Z każdą kolejną upływającą
sekundą nabieram pewności, że straciłem cię na zawsze. Tęsknię za tym
nieśmiałym dotykiem, za oczyma, w których się zatracałem.
Takie noce jak ta przywołują uśmiech
Pamiętam, gdy po raz pierwszy nazwałem cię po imieniu. Byłeś
tym tak zdumiony, że kazałeś mi powtórzyć. Sam zorientowałem się, co zrobiłem,
dopiero po fakcie. Tym razem nie było odwrotu. Nie mogłem udać, że nie widzę
miłości wypisanej na twojej twarzy. Nie mogłem dłużej oszukiwać siebie,
twierdząc, że jesteś mi zupełnie obojętny.
Kilka wieczorów później, gdy myślałeś, że śpię, założyłeś
moją czarną, satynową pelerynę. Chwyciłeś jej brzegi palcami, dzięki czemu
mogłeś ją rozłożyć jak skrzydła. Krążyłeś po pokoju niczym demon, stereotypowy
wampir. Nagle przystanąłeś i odwróciłeś się w moją stronę, gdzie przyglądałem
ci się spod przymrużonych powiek. Czekałem na twój ruch. Uniosłeś prawą rękę,
zakrywając dolną część twarzy. Przeszedłeś przez pokój, ustawiając się w
zasięgu mojego wzroku. Nagle wskoczyłeś na łóżko, patrząc na mnie i,
przybierając groźny wyraz twarzy, wyszeptałeś: Bądź mi uległy, Severusie.
Jakże zaskoczony byłeś, gdy nagle usiadłem, piorunując cię
wzrokiem. Zacząłeś się jąkać i przepraszać. Tej nocy spałeś na kanapie.
Uśmiecham się. Jest to tak rzadki widok, że zapewne połowa
durnych nieuków, którym od lat próbuję wbić coś do tych pustych makówek,
zeszłaby na zawał.
Takich momentów było więcej. Innym razem, gdy niczego nie
spodziewając się wkroczyłem z grymasem na twarzy do naszych wspólnych komnat,
otoczyły mnie dźwięki Hungry Eyes, a ty z okrzykiem Łap mnie, rzuciłeś mi się w
objęcia. O dziwo, złapałem cię i mimowolnie uniosłem. Byłeś tym tak samo
zszokowany jak ja. Nigdy nie zapomnę tamtej nocy. Byłeś nieziemski.
Na pierwszą wspólnie spędzoną gwiazdkę dałeś mi w prezencie
mugolskie urządzenie zwane kamerą. Żeby uwiecznić nasze wspólne chwile,
mówiłeś. Tamtego wieczoru wyrzuciłem ją, by kilka dni później znaleźć
identyczną w sklepie mieszczącym się w mugolskiej części Londynu. Nie mogłem
znieść oskarżenia w twoich oczach, więc zabrałem cię na łąkę, na piknik.
Nagrałem nas razem, gdy spożywaliśmy posiłek, kąpaliśmy się w pobliskiej rzece.
Nagrałem ciebie, gdy w języku węży zapewniałeś mnie o swoim uczuciu. Nagrałeś
mnie gdy w moich oczach pojawiły się pierwsze łzy. To właśnie tamtego wieczoru
po raz pierwszy naprawdę się kochaliśmy. Nie był to już akt czysto fizyczny.
Takie noce jak ta przywołują tęsknotę.
Odchodząc mówiłeś, żebym nie tęsknił. Czy to w ogóle
możliwe? Czy naprawdę myślałeś, że po prostu zapomnę o wszystkim, co przez te
lata nas łączyło? Czy myślałeś, że zapomnę o tym, czego mnie nauczyłeś?
Myślałeś, że zapomnę o twoim uśmiechu, wspólnie spędzanych chwilach? Myślałeś,
że zapomnę, jak to jest kochać i być kochanym? Zapomnę o delikatnym dotyku
twoich dłoni, palcach wplątanych w moje włosy? Myślałeś, że zapomnę o smaku
twoich ust, o twoim zapachu? Myślałeś, że na powrót stanę się bezlitosnym
draniem, że ponownie odizoluję się od świata, zamknę w lochach? Harry, o czym
myślałeś, gdy odwróciłeś się do mnie plecami i odszedłeś? Pozwoliłem ci na to.
Pozwoliłem, gdyż uwierzyłem, że jeżeli się kogoś kocha, a ta osoba zechce
odejść, mamy jej na to pozwolić. Że, jeżeli ta osoba nas kocha, wróci. Powiedz
mi, Harry, co jest kłamstwem? Czy w rzeczywistości nigdy mnie nie kochałeś? Czy
twoje Kocham cię to były jedynie puste słowa? Obietnice wspólnego życia aż do
śmierci były jednym, wielkim żartem? Tęsknię za twym słodkim, nierównym
oddechem, za twymi jękami, gdy doprowadzałem cię do agonii. Ile jeszcze czasu
minie, nim zapomnę? Ile jeszcze czasu minie, aż zupełnie się poddam? Tęsknota
jest okropnym uczuciem, które wypala człowieka od środka. Nigdy wcześniej nie
myślałem, że może mnie to spotkać. Nigdy wcześniej nikt nie był dla mnie na
tyle ważny, żebym mógł za nim tęsknić, gdy odejdzie.
Takie noce jak ta przywołują bezsenność.
Jak długo to jeszcze ma trwać? Kiedy wreszcie niewidzialne
pęta opadną?
Harry, wróć. Nadrobię wszystkie stracone chwile. Nareszcie
powiem ci, jak bardzo cię kocham. Wezmę cię w objęcia, scałuję uśmiech z twych
ust. Dam ci wszystko, czego dotąd nie miałeś. Dam ci rodzinę, poczucie
bezpieczeństwa... Wszystko czego zapragniesz!
W noce takie jak ta myślę o śmierci. O ile łatwiejszym
rozwiązaniem byłoby targnąć się na swoje życie niż być niszczonym przez
uczucia. Lecz wtedy pojawia się nadzieja. Nadzieja, że nadejdzie nowe, lepsze
jutro. Że, gdy usłyszę pukanie i otworzę drzwi, ty będziesz stał za nimi. Wiem,
że jestem beznadziejny. Nie zasługuję na spokój ducha. Nie zasługuję na ciebie,
Harry.
Takie noce jak ta nie zdarzają się dwa razy.
Przewracam się na drugi bok. Nie mogę znaleźć dogodnej
pozycji, by wreszcie zasnąć. Rzucam krótkie Tempus - trzecia nad ranem. Nagle
słyszę urywane pukanie. Nie wierzę własnym uszom. Kto ma tyle odwagi, by
zakłócać spokój Mistrza Eliksirów w jego własnych komnatach pięć godzin po
ciszy nocnej?! Z wściekłym wyrazem twarzy zrywam się z łóżka, bezszelestnie
przemierzam sypialnię, salon, aż w końcu docieram do drzwi. Biorę głęboki
wdech, pragnąc się uspokoić. Nie pomaga. Z rozmachem otwieram drzwi. Nie wierzę
w to, co, a raczej kogo, widzę.
— Wróciłem, Severusie.
Koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz