Betowała Tyone
Widzę to. Obserwuję siebie, leżącego bez życia na skrzypiącej podłodze.
Ucieka ono z mych zimnych oczu, w których po raz ostatni pojawia się błysk.
Tylko dla ciebie.
Chwytasz mnie w ramiona. Po raz pierwszy zaznaję odrobiny miłości.
Rozpacz rozrywa moje serce.
Tęsknota za twym słodkim oddechem, owiewającym moją poranioną szyję, za ciepłym dotykiem, znaczącym me sponiewierane ciało i za twymi łzami…
— Kocham cię — szepczesz, przyciskając swoje mokre policzki do mej nagiej piersi.
— Wróć do mnie! — wołasz.
Odpowiada ci cisza. Czuję pustkę. Nie wiem, co robić.
Chcę odpowiedzieć. Nie mogę.
Patrzę bezradnie na twe nieudolne próby przywrócenia mi życia. Na twe dłonie.
Jedną gładzącą policzek, drugą wplątaną we włosy.
Chcę dotknąć twoich rozchylonych warg, zastygłych w niemym szlochu. Pocieszyć.
— Jestem, Harry, jestem! — Trzy słowa nieudolnie próbują wyrwać się z mych bezcielesnych ust.
Robię to. Zbliżam się do ciebie. Całuję twe rozpalone czoło. Ocieram łzy z policzka.
W odpowiedzi drżysz.
— Wygrałeś, Harry, zniszczyłeś go! — słyszę swój szept. Zamieram. Rozglądasz się wokoło; nie możesz zlokalizować źródła dźwięku. Dostrzegasz mnie, słyszysz. Otwierasz usta, krzyczysz.
Nie wiem, jak to możliwe. Nie chcę wiedzieć. Dla mnie liczy się tylko ta chwila, tylko ty.
Niewypowiedziane Na zawsze razem zawisa pomiędzy nami.
Między duchem i człowiekiem. Lodem i ogniem. Nocą i dniem. Mrokiem i światłem.
Wiem, co się teraz stanie. Potrafię to powstrzymać, ale nie chcę.
Wiem, co powinienem zrobić, powiedzieć. Jednak nie chcę cię stracić.
Ponownie tulisz me martwe ciało. Całujesz zimne wargi.
Widzę srebrny miecz, morze krwi. Podnoszę wzrok i napotykam twe zdeterminowane spojrzenie.
Walczysz o oddech. Chciałbym się odwrócić; nie potrafię.
Coś się kryje głębiej w twoich oczach, chyba strach i zrozumienie.
Czuję się, jakbyś mnie przejrzał, jakbyś zobaczył moją duszę. Jestem tylko wspomnieniem. Cieniem.
Mury zburzono, zdemaskowano szpiega, przejrzano przez maskę.
Wydajesz ostatnie tchnienie. Umierasz z mym imieniem na swych młodych ustach.
Odwracam się. Nie patrzę. Nie chcę. Boję się. Otacza mnie martwa cisza.
Niespodziewanie czuję delikatny uścisk na ramieniu, muśnięcie Filotes.
Palce przeczesujące me włosy. Odwracam się, a ty cofasz.
Unosisz się nad naszymi ciałami, ze srebrną łzą spływającą po policzku. Chciałbym ją otrzeć.
Wiem, że mogę i robię to. W odpowiedzi całujesz me wąskie wargi, skradasz pierwszy pocałunek. Odsuwam się zdezorientowany, a ty patrzysz na mnie wyczekująco. Wiem, czego chcesz.
Biorę cię w ramiona. Całuję z pasją i lękiem. Wkładam w to cały mój gniew, żal i ból.
Całą miłość, radość i namiętność, które skryte głęboko w mym sercu, czekały na ten dzień, na tę chwilę.
Uśmiechasz się; dostrzegam ulgę w twych oczach.
— Zostaniesz ze mną? — Muszę mieć pewność.
— Na zawsze, Severusie…
***
Koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz