wtorek, 9 października 2012

Puste Miejsce


Betowała Nekierta


A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią się cienie.
Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.

Severus Snape wkracza do swoich starych komnat, które ponownie zajął po tym, jak znów został sam. 23 grudnia… Jutro wigilia… Wie, że minęło już dziesięć lat od jego śmierci. Jednak nadal czuje się jakby to było zaledwie miesiąc temu. Jak to możliwe, że od tak dawna nie wymienił z nikim porozumiewawczego spojrzenia, nie zaśmiał się…
Kolejne samotne święta… Kolejna samotna noc… Kolejna samotna kolęda…
Z cichym westchnieniem siada w czarnym fotelu. Ogień nie płonie w kominku. Severus patrzy w przestrzeń. Nie wie, co powinien zrobić. Ma jeszcze tyle wolnego czasu… Rzuca krótkie Tempus - 16:56, ponad pięć godzin. Minerwa zaprosiła go na przedświąteczną kolację, która co roku odbywa się w Wielkiej Sali, ale odmówił. Nie prosiła dwa razy. Zdawała sobie sprawę z tego, że mężczyzna nie zmieni zdania.

I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu.

Punktualnie o 22:36, jak co roku, ciszę na cmentarzu położonym w odległym zakątku Doliny Godryka rozprasza głośne pyknięcie. Poprzez zaspy śniegu przedziera się wysoki mężczyzna odziany w ciemne szaty. Krąży tak przez kilka minut, aż w końcu, wyuczoną już na pamięć drogą, dociera na miejsce. Prosty, wykuty w czarnym kamieniu nagrobek wydaje się z niego drwić. Severus mimowolnie przypomina sobie słowa wyszeptane przez kochanka, gdy ten umierał.
" Nie tęsknij za mną, Severusie. Będę przy tobie... Żyj. "

Harry James Potter – Snape
31.07.1980 – 24.12.2010

Severus podchodzi bliżej i upada na kolana. Zesztywniałymi dłońmi zrzuca śnieg z nagrobka. Nie używa do tego różdżki, nigdy tego nie robi. Chce to poczuć. Przypomnieć sobie ich wspólne noce. Noce pełne bólu, miłości i namiętności. Zapamiętać na zawsze czas, gdy mógł być dziki i nieokiełznany. Gdy jego starania nagradzano jękiem, pocałunkiem, uśmiechem. Z kieszeni płaszcza wyciąga pomniejszony talerz i lampion. Rzuca zaklęcie, które utrzyma palącą się świeczkę przez kolejny rok. Szklane naczynie stawia obok wazonu z czarnymi różami. Nuci pod nosem jakąś skomplikowaną inkantację, która przypomina szept kochanka. Na talerzyku pojawia się opłatek. Mijają długie godziny, nim mężczyzna decyduje się na powrót do zamku. Z ciężkim sercem po raz ostatni spogląda na napis wyryty w kamieniu.

Daj nam wiarę, że to ma sens.
Że nie trzeba żałować przyjaciół. 
Że gdziekolwiek są - dobrze im jest,
Bo są z nami choć w innej postaci.

Do swoich komnat powraca wczesnym rankiem. Wie, że już nie zaśnie. Nigdy tego nie robi. Kieruje się do salonu, bierze z półki zbiór wierszy i zatapia się we wspomnieniach… Pierwszy dotyk warg, pierwsza wspólnie spędzona noc. Pierwsze „Kocham cię”, pierwsze „Zostań na noc” Po jakimś czasie coś zakłóca jego względny spokój. Zaniepokojony unosi wzrok. Ma wrażenie, że nie jest sam. Rozgląda się dookoła, ni żywej duszy. Jest w połowie Kruka, gdy zauważa, że po pokoju przemyka cień; nikogo nie ma. Sytuacja powtarza się kilkukrotnie, musi mieć przewidzenia. Może ze zmęczenia… Dzień mija w ciszy. Co roku w okolicach godziny siedemnastej pojawia się na stole jedno nakrycie i kilka potraw. Tym razem jest inaczej. Talerze są dwa.

I przekonaj, że tak ma być,
Że po głosach tych wciąż drży powietrze. 
Że odeszli po to by żyć, 
I tym razem będą żyć wiecznie

Severus jest zdruzgotany. Chciałby stłuc drugie naczynie, jednak coś go przed tym powstrzymuje. W jego oczach pojawiają się łzy. To śmieszne. On, przerażający Mistrz Eliksirów, miałby płakać? Nigdy nic nie zmusiło go do łez. Nawet żadnej osobie się to nie udało. Ani ojcu, ani Voldemortowi, czy nawet Dumbledore'owi… Teraz zrobiło to dodatkowe nakrycie. Nieświadomie jego dłoń wędruje do zapięcia szaty. Jeden guzik, dwa, trzy, dziesięć, czterdzieści, sto. Ściąga pelerynę. Pod spodem ma czarną, aksamitną koszulę. On zdecydowanie wolał go takiego. Wyciąga na wierzch schowany pod kołnierzykiem srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie feniksa. Dostał go od niego na swoje czterdzieste urodziny. Ociera łzy.

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat,
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole.

W połowie posiłku coś się zmienia. W komnatach robi się jaśniej i cieplej. Severus unosi głowę, wpatruje się nieprzytomnym wzrokiem w ścianę. Nie zauważa niczego dziwnego, więc przypisuje wszystko wyobraźni. Siedzi tak długie godziny. Tęskni zanim. Za swoim Harrym. Za młodzieńcem, który był w stanie ukoić jego skołatane nerwy. Za chłopcem, który pokonał zło. Tęskni za dotykiem, ciepłem drugiego ciała. Brakuje mu jego uśmiechu, zielonych oczu. Rozmów, kłótni. Po wieczerzy pije. Topi smutki w alkoholu, który otrzymał od Lucjusza, gdy mężczyzna był u niego ostatnim razem. Przed północą zapada w niespokojny sen.

Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas, 
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole.

Niespokojny oddech mężczyzny jest doskonale słyszalny w panującej w pomieszczeniu ciszy; głośniejszy niż zmierzający w jego stronę lekkimi krokami Harry. Na pusty talerz opada niewielki kawałek opłatka, pozostawionego przez Severusa na cmentarzu. Gdy czuje delikatne muśnięcie na swych wąskich ustach, łka cicho. Sen zostaje przerwany, a mężczyzna otwiera oczy. Zamroczony alkoholem nie potrafi uwierzyć w to, co widzi. Po omacku poszukuje różdżki, nie spuszczając wzroku z intruza. Z nią czuje się bezpieczniej. Przez długie minuty żaden z nich się nie odzywa, ani nie porusza. W końcu Severus decyduje się zrobić krok w kierunku przybysza. Unosi drżącą dłoń, a tamten powtarza jego ruch. W oczach Severusa ponownie pojawiają się łzy. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, przyciąga go do siebie. Jego ciałem wstrząsa rozpaczliwy szloch. Palce zaciskają się na szatach.
– Harry. – Imię wypowiedziane drżącym głosem zawisa pomiędzy nimi. Jego towarzysz uśmiecha się nieśmiało i odwzajemnia gest mężczyzny.
– Tęskniłem – szepcze, składając długi pocałunek na ustach Severusa. Stoją tak długie godziny, a gdy w końcu odrywają się od siebie, Harry spuszcza ramiona. – Nie mogę dłużej zostać z tobą w tej postaci, Severusie. Muszę wracać. Pamiętaj, o czym ci mówiłem. Żyj! – Składa na ustach mężczyzny rozpaczliwy pocałunek, następnie odwraca się i znika.
Severus po raz pierwszy od wielu lat uśmiecha się.

Fin.

Takie Noce


Betowała Leeni


Takie noce jak ta przywołują wspomnienia.

Ciało przy ciele, usta przy ustach. Nierówne, mieszające się oddechy. Rzęsa na policzku, włos na poduszce. Krew, pot, łzy. Długie dni spędzane na rozmowach. Jeszcze dłuższe noce. Czas nie miał dla nas żadnego znaczenia. A teraz cię nie ma... Codziennie nowe pytania, nowe wątpliwości. Nie dałem ci powodu, byś mi zaufał. Nie zrobiłem nic, przez co powinieneś był otworzyć się na mnie, jednak zrobiłeś to. Ofiarowałeś mi miłość, przebaczyłeś, choć sam tego nie potrafiłem. Od najmłodszych lat uczono mnie jak nie okazywać emocji. Prawie jak nie czuć. Jednak wbrew temu, co mówiono, jest to niemożliwe. Życie bez miłości jest pustką. Ktoś kiedyś powiedział, że kochać to niszczyć, a być kochanym znaczy zostać zniszczonym. Wierzyłem w to i to mnie zgubiło. Ty byłeś inny, codziennie powtarzałeś, jak ważny jestem dla ciebie. Wątpiłem w szczerość twoich słów. To było zbyt absurdalne. Bohater Czarodziejskiego Świata i ja? Tłustowłosy Mistrz Eliksirów, morderca Dumbledore’a, Śmierciożerca. Prowokowałem cię, aż wybuchałeś i uciekałeś. Nie widziałem cię później długimi tygodniami i nienawidziłem się za to. Nigdy nie powiedziałeś mi, co wówczas robiłeś. Nieobecny dla świata. Byłem wtedy jak lalka, której odcięto sznurki, jak zepsuta pozytywka. Czekałem, zawsze czekałem na moment, w którym je wymienisz, aż mnie nakręcisz. Byłeś moim katharsis. Moim odkupieniem. Uzyskałem je. Odnalazłem spokój w twoich zielonych oczach.

Takie noce jak ta przywołują łzy.

Pamiętam, gdy po raz pierwszy inaczej na mnie spojrzałeś - bez dawno zakorzenionej nienawiści, poczucia zdrady. W tym wzroku było zrozumienie, ale żadnych oskarżeń. Od tamtego czasu spoglądałeś na mnie coraz częściej, a ja nieświadomie czekałem na te chwile. Chwile, w których nasz wzrok krzyżował się, chwile, w których rumieniłeś się, a potem odwracałeś zakłopotany. Stało się to niemalże rutyną. Śniadania, Eliksiry, korytarze, obiady, kolacje. Zawsze byłem odprowadzany intensywnym spojrzeniem. Z czasem zacząłem dostrzegać, że nie jesteś wierną kopią swego ojca. Czy on potrafiłby przejrzeć przez mury, którymi się otoczyłem? Nie, nie sądzę. Ty to zrobiłeś. W mojej pamięci pozostaną twoje pierwsze miłosne słowa wyszeptane nocą do mojego ucha, pozostawione bez odpowiedzi. Nic nie boli tak bardzo jak świadomość, że mogę ich już nigdy nie usłyszeć. Pozostało jedynie echo pełnych bólu nigdy niespełnionych obietnic. Echo twojego drżącego głosu zagłuszanego przez deszcz. Czerń nocy przyglądała się naszym bezbarwnym spotkaniom — twoim krzykom przepełnionym bólem, moim cichym odpowiedziom. Nigdy ci tego nie powiedziałem, ale kiedyś myślałem, że gdybym tylko mógł, gdybym mógł być najważniejszą osobą w twoim życiu, gdybym mógł spędzić z tobą cały czas świata, byłbym naprawdę szczęśliwy. Lecz czym dzisiaj są te słowa... Mówiłeś, że każda walka potrzebuje ofiar. Ty byłeś jedną z nich. Gdy byłeś obok, chciałem byś odszedł, pragnąłem zostać sam. Żałuję tego. Bez ciebie czuję się bezradny. Wspólnie stworzyliśmy nasz świat, który rozpadł się po twoim odejściu. Mam wrażenie, że niedługo moje wspomnienia o tobie znikną, rozpłyną się we mgle. Wtedy odejdę i ja. Boję się, że zapomnę słów, które wyszeptałeś przed odejściem. Z każdą kolejną upływającą sekundą nabieram pewności, że straciłem cię na zawsze. Tęsknię za tym nieśmiałym dotykiem, za oczyma, w których się zatracałem.

Takie noce jak ta przywołują uśmiech

Pamiętam, gdy po raz pierwszy nazwałem cię po imieniu. Byłeś tym tak zdumiony, że kazałeś mi powtórzyć. Sam zorientowałem się, co zrobiłem, dopiero po fakcie. Tym razem nie było odwrotu. Nie mogłem udać, że nie widzę miłości wypisanej na twojej twarzy. Nie mogłem dłużej oszukiwać siebie, twierdząc, że jesteś mi zupełnie obojętny.
Kilka wieczorów później, gdy myślałeś, że śpię, założyłeś moją czarną, satynową pelerynę. Chwyciłeś jej brzegi palcami, dzięki czemu mogłeś ją rozłożyć jak skrzydła. Krążyłeś po pokoju niczym demon, stereotypowy wampir. Nagle przystanąłeś i odwróciłeś się w moją stronę, gdzie przyglądałem ci się spod przymrużonych powiek. Czekałem na twój ruch. Uniosłeś prawą rękę, zakrywając dolną część twarzy. Przeszedłeś przez pokój, ustawiając się w zasięgu mojego wzroku. Nagle wskoczyłeś na łóżko, patrząc na mnie i, przybierając groźny wyraz twarzy, wyszeptałeś: Bądź mi uległy, Severusie.
Jakże zaskoczony byłeś, gdy nagle usiadłem, piorunując cię wzrokiem. Zacząłeś się jąkać i przepraszać. Tej nocy spałeś na kanapie.
Uśmiecham się. Jest to tak rzadki widok, że zapewne połowa durnych nieuków, którym od lat próbuję wbić coś do tych pustych makówek, zeszłaby na zawał.
Takich momentów było więcej. Innym razem, gdy niczego nie spodziewając się wkroczyłem z grymasem na twarzy do naszych wspólnych komnat, otoczyły mnie dźwięki Hungry Eyes, a ty z okrzykiem Łap mnie, rzuciłeś mi się w objęcia. O dziwo, złapałem cię i mimowolnie uniosłem. Byłeś tym tak samo zszokowany jak ja. Nigdy nie zapomnę tamtej nocy. Byłeś nieziemski.
Na pierwszą wspólnie spędzoną gwiazdkę dałeś mi w prezencie mugolskie urządzenie zwane kamerą. Żeby uwiecznić nasze wspólne chwile, mówiłeś. Tamtego wieczoru wyrzuciłem ją, by kilka dni później znaleźć identyczną w sklepie mieszczącym się w mugolskiej części Londynu. Nie mogłem znieść oskarżenia w twoich oczach, więc zabrałem cię na łąkę, na piknik. Nagrałem nas razem, gdy spożywaliśmy posiłek, kąpaliśmy się w pobliskiej rzece. Nagrałem ciebie, gdy w języku węży zapewniałeś mnie o swoim uczuciu. Nagrałeś mnie gdy w moich oczach pojawiły się pierwsze łzy. To właśnie tamtego wieczoru po raz pierwszy naprawdę się kochaliśmy. Nie był to już akt czysto fizyczny.

Takie noce jak ta przywołują tęsknotę.

Odchodząc mówiłeś, żebym nie tęsknił. Czy to w ogóle możliwe? Czy naprawdę myślałeś, że po prostu zapomnę o wszystkim, co przez te lata nas łączyło? Czy myślałeś, że zapomnę o tym, czego mnie nauczyłeś? Myślałeś, że zapomnę o twoim uśmiechu, wspólnie spędzanych chwilach? Myślałeś, że zapomnę, jak to jest kochać i być kochanym? Zapomnę o delikatnym dotyku twoich dłoni, palcach wplątanych w moje włosy? Myślałeś, że zapomnę o smaku twoich ust, o twoim zapachu? Myślałeś, że na powrót stanę się bezlitosnym draniem, że ponownie odizoluję się od świata, zamknę w lochach? Harry, o czym myślałeś, gdy odwróciłeś się do mnie plecami i odszedłeś? Pozwoliłem ci na to. Pozwoliłem, gdyż uwierzyłem, że jeżeli się kogoś kocha, a ta osoba zechce odejść, mamy jej na to pozwolić. Że, jeżeli ta osoba nas kocha, wróci. Powiedz mi, Harry, co jest kłamstwem? Czy w rzeczywistości nigdy mnie nie kochałeś? Czy twoje Kocham cię to były jedynie puste słowa? Obietnice wspólnego życia aż do śmierci były jednym, wielkim żartem? Tęsknię za twym słodkim, nierównym oddechem, za twymi jękami, gdy doprowadzałem cię do agonii. Ile jeszcze czasu minie, nim zapomnę? Ile jeszcze czasu minie, aż zupełnie się poddam? Tęsknota jest okropnym uczuciem, które wypala człowieka od środka. Nigdy wcześniej nie myślałem, że może mnie to spotkać. Nigdy wcześniej nikt nie był dla mnie na tyle ważny, żebym mógł za nim tęsknić, gdy odejdzie.

Takie noce jak ta przywołują bezsenność.

Jak długo to jeszcze ma trwać? Kiedy wreszcie niewidzialne pęta opadną?
Harry, wróć. Nadrobię wszystkie stracone chwile. Nareszcie powiem ci, jak bardzo cię kocham. Wezmę cię w objęcia, scałuję uśmiech z twych ust. Dam ci wszystko, czego dotąd nie miałeś. Dam ci rodzinę, poczucie bezpieczeństwa... Wszystko czego zapragniesz!
W noce takie jak ta myślę o śmierci. O ile łatwiejszym rozwiązaniem byłoby targnąć się na swoje życie niż być niszczonym przez uczucia. Lecz wtedy pojawia się nadzieja. Nadzieja, że nadejdzie nowe, lepsze jutro. Że, gdy usłyszę pukanie i otworzę drzwi, ty będziesz stał za nimi. Wiem, że jestem beznadziejny. Nie zasługuję na spokój ducha. Nie zasługuję na ciebie, Harry.

Takie noce jak ta nie zdarzają się dwa razy.

Przewracam się na drugi bok. Nie mogę znaleźć dogodnej pozycji, by wreszcie zasnąć. Rzucam krótkie Tempus - trzecia nad ranem. Nagle słyszę urywane pukanie. Nie wierzę własnym uszom. Kto ma tyle odwagi, by zakłócać spokój Mistrza Eliksirów w jego własnych komnatach pięć godzin po ciszy nocnej?! Z wściekłym wyrazem twarzy zrywam się z łóżka, bezszelestnie przemierzam sypialnię, salon, aż w końcu docieram do drzwi. Biorę głęboki wdech, pragnąc się uspokoić. Nie pomaga. Z rozmachem otwieram drzwi. Nie wierzę w to, co, a raczej kogo, widzę.
— Wróciłem, Severusie.

Koniec.

Nie bój się kochać

Wprowadzenie: Jest to pierwszy tekst jaki napisałam. Tworząc tę miniminiaturkę nie myślałam o jej publikacji, wyszło w praniu.

Betowała Tyone


Widzę to. Obserwuję siebie, leżącego bez życia na skrzypiącej podłodze.
Ucieka ono z mych zimnych oczu, w których po raz ostatni pojawia się błysk.
Tylko dla ciebie.
Chwytasz mnie w ramiona. Po raz pierwszy  zaznaję odrobiny miłości.
Rozpacz rozrywa moje serce.
Tęsknota za twym słodkim oddechem, owiewającym moją poranioną szyję, za ciepłym dotykiem, znaczącym me sponiewierane ciało i za twymi łzami…
— Kocham cię — szepczesz, przyciskając swoje mokre policzki do mej nagiej piersi.
— Wróć do mnie! — wołasz.
Odpowiada ci cisza. Czuję pustkę. Nie wiem, co robić.
Chcę odpowiedzieć. Nie mogę.
Patrzę bezradnie na twe nieudolne próby przywrócenia mi życia. Na twe dłonie.
Jedną gładzącą policzek, drugą wplątaną we włosy.
Chcę dotknąć twoich rozchylonych warg, zastygłych w niemym szlochu. Pocieszyć.
— Jestem, Harry, jestem! — Trzy słowa nieudolnie próbują wyrwać się z mych bezcielesnych ust.
Robię to. Zbliżam się do ciebie.  Całuję twe rozpalone czoło.  Ocieram łzy z policzka.
W odpowiedzi drżysz.
— Wygrałeś, Harry, zniszczyłeś go! — słyszę swój szept. Zamieram. Rozglądasz się wokoło; nie możesz zlokalizować źródła dźwięku. Dostrzegasz mnie, słyszysz. Otwierasz usta, krzyczysz.
Nie wiem, jak to możliwe. Nie chcę wiedzieć. Dla mnie liczy się tylko ta chwila, tylko ty.
Niewypowiedziane Na zawsze razem zawisa pomiędzy nami.
Między duchem i człowiekiem. Lodem i ogniem. Nocą i dniem. Mrokiem i światłem.
Wiem, co się teraz stanie. Potrafię to powstrzymać, ale nie chcę.
Wiem, co powinienem zrobić, powiedzieć. Jednak nie chcę cię stracić.
Ponownie tulisz me martwe ciało. Całujesz zimne wargi.
Widzę srebrny miecz, morze krwi. Podnoszę wzrok i napotykam twe zdeterminowane spojrzenie.
Walczysz o oddech. Chciałbym się odwrócić; nie potrafię.
Coś się kryje głębiej w twoich oczach, chyba strach i zrozumienie.
Czuję się, jakbyś mnie przejrzał, jakbyś zobaczył moją duszę. Jestem tylko wspomnieniem. Cieniem.
Mury zburzono, zdemaskowano szpiega, przejrzano przez maskę.
Wydajesz ostatnie tchnienie. Umierasz z mym imieniem na swych młodych ustach.
Odwracam się. Nie patrzę. Nie chcę. Boję się. Otacza mnie martwa cisza.
Niespodziewanie czuję delikatny uścisk na ramieniu, muśnięcie Filotes.
Palce przeczesujące me włosy. Odwracam się, a ty cofasz.
Unosisz się nad naszymi ciałami, ze srebrną łzą spływającą po policzku. Chciałbym ją otrzeć.
Wiem, że mogę i robię to. W odpowiedzi całujesz me wąskie wargi, skradasz pierwszy pocałunek. Odsuwam się zdezorientowany, a ty patrzysz na mnie wyczekująco. Wiem, czego chcesz.
Biorę cię w ramiona. Całuję z pasją i lękiem. Wkładam w to cały mój gniew, żal i ból.
Całą miłość, radość i namiętność, które skryte głęboko w mym sercu, czekały na ten dzień, na tę chwilę.
Uśmiechasz się; dostrzegam ulgę w twych oczach.
— Zostaniesz ze mną? — Muszę mieć pewność.
— Na zawsze, Severusie…
                    ***
                                        Koniec